W dniach 26.05-01.06. 2019 uczniowie klas V, VI, VII i VIII uczestniczyli w wymianie młodzieży w Niemczech. Poniżej relacja uczennicy z klasy VD Marysi Taźbier. Organizatorem wyjazdu jest Pani Lidia Kmak, nauczycielka języka niemieckiego.

Dzień 1: Wyjechaliśmy o 22:30 w nocy spod Lidla przy ulicy Podwisłocze. Przed odjazdem policjanci sprawdzili autokar. Jechaliśmy w nocy, ja spałam jak chyba wszyscy. Czuć było dreszczyk przedwycieczkowych emocji oraz mały stresik. 

 

 Dzień 2: Ok. 10:00 rano byliśmy na miejscu. Mieliśmy trochę wolnego czasu na rzeczy takie, jak rozpakowanie się, pogadanie, czy inne takie. W ośrodku bardzo się nam podobało, było bardzo gustownie i wszystko było bardzo zadbane. W stołówce zjedliśmy obiad: frytki, kotlet i surówkę. Około godziny 14:00 pojechaliśmy do pobliskiej szkoły. Nasza szkoła przygotowała 3 prezentacje. Pani Lidzia Kmak rozdała niemieckiej młodzieży książeczki, takie jak nam przed wycieczką. Były to malutkie słowniczki niemiecko-polskie. Dzieci niemieckie miały od 13 do 16 lat. Następnie, tym razem na piechotę, przyszliśmy do ośrodka. Niedługo po tym mieliśmy kolację. Tym razem ugoszczono nas spagetti oraz rosołem.

 

 Dzień 3: Łóżka były bardzo miękkie, więc przyjemnie się na nich spało, a co za tym idzie obudziliśmy się bardzo wypoczęci. Śniadanie było o godzinie 7:30. Do wyboru mieliśmy tosty, szynki, dżemy, sery, herbaty, kakao, arbuzy, owoce itd. Ogólnie szwedzki stół.  Potem pojechaliśmy do Walhalli. Walhalla to w mitologii nordyckiej miejsce przebywania poległych w chwale wojowników. Obecnie znajdują się tam popiersia ludzi znanych na całym świecie, np. Alberta Einsteina. Budynek ten zbudowany jest na wzór greckiego Panteonu. Obejrzeliśmy go ze wszystkich stron, był piękny, za nim rozpościerał się malowniczy widok. Dalej czekał na nas Regensburg. Po polsku znaczy to Ratyzbona. Leży nad Dunajem. Dziś Ratyzbona to piąte co do wielkości miasto Bawarii, po Monachium, Norymberdze, Augsburgu i Wurzburgu. Po zwiedzeniu miasta mieliśmy czas wolny, aby zakupić pamiątki. W międzyczasie zjedliśmy nugetssy z pieczywem. Wiem, że nie brzmi to zachęcająco, ale były bardzo smaczne. Potem wstąpiliśmy do niemieckiego supermarketu o nazwie „Norma’’ (takie nasze Tesco). Następnie wróciliśmy do ośrodka. Na kolację pan Kucharz robił dla nas pizzę. Każdy musiał powiedzieć z jakimi chce dodatkami. Po kolacji oglądaliśmy film („Harrego Pottera’’), graliśmy w Bilard i częstowaliśmy się, tak jak mówili niektórzy „Polnisch Kuh‘’ – krówkami.

 

Dzień 4: Dziś śniadanie również w postaci szwedzkiego stołu było o 7:15. O 8:00 byliśmy już w niemieckiej szkole. Tam spotkaliśmy się z panią dyrektor, ładnie ubraną i mówiącą po niemiecku, co nas nie dziwiło. Natomiast pani tłumacz stojąca obok niej, mówiąca po angielsku, ubrana była w luźne spodnie i dresową bluzę. Od pani Lidzi Kmak dowiedziałam się, że ludzie w Niemczech nie przywiązują uwagi do ubioru, tak jak my w Polsce. Dalej ta sama pani oprowadziła nas po szkole. Dacie wiarę, że w tamtej szkole było nawet pomieszczenie do medytacji, pomijając już szafki na zamek i prawdziwą pracownię artystyczną oraz 3 pracownie do chemii i fizyki? Po zwiedzeniu szkoły udaliśmy się wszyscy do tak zwanej Szklanej Wioski. Jej nazwa to po niemiecku Glasdorf. Zobaczyliśmy tam pokaz wyrobu szkła na dwa sposoby. Mieliśmy okazje podziwiać ręcznie robione przedmioty ze szkła. Chodziliśmy po sklepikach i mogliśmy kupić co tylko chcieliśmy. Następnie znów pojechaliśmy do tej samej szkoły na zawody sportowe. Polegało to na tym, że rozdzielaliśmy się na dwie grupy. Jedna grupa na jednej hali miała grać najpierw w hokeja potem w siatkę, a potem na odwrót. Było bardzo fajnie. Po trzech godzinach rywalizacji trzeba było już wracać. Raz jeszcze odwiedziliśmy supermarket, żeby uzupełnić zapasy i wróciliśmy do ośrodka. Nadeszło najlepsze: basen. Część osób nie poszła, ale większość i tak się zebrała. Na basenie spędziliśmy 3 godziny. Były tam w sumie 4 zjeżdżalnie (nie licząc tej dla trzylatków), w tym jedna pontonowa.

 

 Dzień 5: Po śniadaniu ok. 8:00 pojechaliśmy do Monachium – stolicy Bawarii. Jechaliśmy tam ok. trzech godzin. Monachium (niem. München) – to trzecie pod względem liczby ludności miasto Niemiec. Monachium położone jest na Wyżynie Bawarskiej, nad rzeką Izarą. Monachium jest głównym ośrodkiem gospodarczym i kulturalno-naukowym południowej części kraju. Każdego roku miliony Niemców i turystów z całego świata wybierają się do Monachium na Oktoberfest – tak zwane Święto Piwa. W tym niemieckim mieście mieszka 1,4 miliona osób. Odwiedziliśmy niezwykle interesujące Muzeum Techniki – jedno z najstarszych i największych na świecie muzeów technicznych i naukowych. Przyciąga rocznie ponad 1 300 000 zwiedzających. Zbiory obejmują większość dziedzin świata techniki, począwszy od historii techniki aż po największe osiągnięcia techniczne na przestrzeni dziejów. Muzeum posiada również największą na świecie bibliotekę z literaturą techniczną. Dalej przeszliśmy się rynkiem do centrum miasta i z powrotem. Zjedliśmy kurczaka z bułką. Dalej pojechaliśmy do salonu aut BMW. Kupiliśmy tam pamiątki i zobaczyliśmy super auta te starsze i te bardzo nowoczesne. Kolejnym punktem wycieczki była Allianz Arena. Allianz Arena to stadion piłkarski leżący w północnej części Monachium. Od sezonu 2005/2006 swoje mecze rozgrywa na nim Bayern Monachium (drużyna, w której obecnie gra Robert Lewandowski. Obecnie jest to jeden z najnowocześniejszych stadionów piłkarskich na świecie. Nazwa stadionu pochodzi od jednego z jego sponsorów – niemieckiej firmy ubezpieczeniowej Allianz. Podczas rozgrywek Ligi Mistrzów, z powodu przepisu UEFA mówiącego, iż w nazwie stadionu nie może być nazwy sponsora, stadion przyjmuje nazwę Arena München. Potem zajechaliśmy jeszcze do McDonalda. W Mac-u w Niemczech, osoby tam pracujące, przynoszą jedzenie do stolika. Na 23:00 byliśmy w ośrodku. Dzień 6: Z powodu wczorajszego późnego powrotu do ośrodka śniadanie było dopiero o 9:00. Po śniadaniu pojechaliśmy do Luna Parku, o nazwie „Bayern Park’’. Korzystaliśmy z atrakcji takich jak: Rollerkoasterów, kina 4D, pokazu orłów, lodów w kształcie malutkich kuleczek, zjeżdżalni wodnych, maszyn, które unosiły do góry i w dół itd. Zjedliśmy tam też lazanię. Po południu był grill i ognisko oraz zabawa w śledzia z niemiecką młodzieżą. Przy ognisku śpiewaliśmy piosenki takie jak „Weź nie pytaj”, było naprawdę zabawnie.

 

 Dzień 7: Po śniadaniu wyjechaliśmy w drogę powrotną do Rzeszowa kończąc tym samym naszą przygodę. Nie było nam smutno, bo przecież coś się kończy, a coś innego się zaczyna. W sumie bardzo mi się podobało. Był to mój piąty wyjazd z daleka od domu i bardzo się cieszę, że się na niego wybrałam. Na pewno go nie zapomnę!!!

MARIA TAŹBIER 5d

 

 

Drukuj